Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2016

Jak osiągnąć efekt sztucznych rzęs w 1,5 miesiąca


Jakiś czas temu przedłużałam sobie rzęsy metodą 1:1. Efekt był nawet fajny, rzęsy były długie i gęste. Można było go stopniować. Niestety, rzęsy trzeba było dopełniać, doklejanie wiązało się z dyskomfortem, szczypaniem w oczy, a kiedy przyszedł dzień, w którym postanowiłam je usunąć, połowy rzęs nie było. Były za to prześwity... Od tej pory, tj. od kilku lat nie przedłużam rzęs. Tuszuję je przyzwoitym tuszem i zadowalałam się średnim efektem. W zasadzie zadowalałam. :-) 

W lipcu tego roku postanowiłam kupić tak polecane na Wizażu serum, przyspieszające wzrost rzęs. Pomyślałam sobie: "kurcze, 400 osób nie może się mylić, średnia 4,5 to super ocena jak na taką liczbę głosujących". Stosowanie raz dziennie, na noc nie wymaga większego wysiłku. 50 zł to nie 100 zł. Poleciałam do apteki i kupiłam. W DOZie można kupić to serum za 48 zł.

Long4Lashes firmy Oceanic to produkt REWELACYJNY. W 1,5 miesiąca moje rzęsy zrobiły się niemal dwa razy dłuższe. Teraz mijają 2 miesiące i efekt jest taki, jak na zdjęciach poniżej - rzęs jest więcej, są dłuuugie i sięgają niemal do brwi! 






Żeby nie było - tuszu do rzęs nie zmieniałam. Cały czas jest to EVELINE VOLUMIX FIBERLAST, tusz wydłużający i podkręcający, dokupienia za grosze w większości drogerii. Ja kupuję na Allegro


Dziś mijają 2 miesiące, od kiedy używam serum Oceanic. Z efektu jest meeega zadowolona, a ponoć po 3 miesiącach efekt jest jeszcze lepszy. Tyle czasu trwa bowiem pełny cykl wzrostu i "wymiany" rzęs (nawiasem mówiąc wszelkie suplementy na włosy, skórę i paznokcie też warto stosować co najmniej 3 miesiące). Już się nie mogę doczekać tego, co zobaczę w lustrze za miesiąc (kurczę, wypada akurat w Święto Zmarłych :P). Poniżej zdjęcie bez tuszu i zdjęcia z tuszem do rzęs - z lipca i z dzisiaj (1 października). Serum stosuję od 1 sierpnia.





 I jeszcze takie:



Jak widać efekt JEST :D 

W oczy rzuca się również opadająca jeszcze w lipcu powieka. Teraz powieka wygląda wreszcie dobrze, a wszystko dzięki pewnemu zabiegowi, o którym pisałam w poście Moje sposoby na opadające powieki. Zmierzając ku końcowi, serum przyspieszające wzrost rzęs Oceanic to jeden z tych kosmetyków, na które warto wydać 50 zł. To jeden z tych prezentów, z którego nasza mama czy przyjaciółka będą zadowolone (może nie od razu, ale jednak). To produkt, który sprawi, że ludzie będą nas zaczepiać i pytać: "Robiłaś rzęsy?". 

EDIT: Od publikacji tego posta mijają prawie 3 miesiące, a moje rzęsy są nadal długie i gęste. Poniżej fotki bez makijażu, zrobione kilka dni temu.




czwartek, 15 września 2016

Lifting bez skalpela wg Lari Yugai - jak stracić 5 tysięcy w 6 tygodni

 

Jakiś czas temu, w poście O walce z grawitacją - sposoby na opadające powieki wspomniałam o tym, że próbowałam także masaży. I, że była to jedna wielka pomyłka. Tak właśnie było. W życiu nie popełniłam większego błędu. W życiu nie wyrzuciłam w błoto tyle kasy. A wszystko przez artykuł na Trojmiasto.pl, w którym pisano o "liftingu bez skalpela". O tym, że już po pierwszym zabiegu widać różnicę. I ja głupia uwierzyłam...

 
 
Zrobiłam serię nie jednego, nie trzech, sześciu czy dziewięciu, ale aż dwunastu masaży wg Lari Yugai!  Chodziłam na nie regularnie, dwa razy w tygodniu, przez okres sześciu tygodni. Masaże wykonywała Pani Agnieszka Hetmanowska Czapiewska - uczennica i przyjaciółka Pani Lari Yugai. Pierwszy zabieg miał miejsce 6/06/2016, ostatni zabieg miał miejsce 14/07/2016. Efekt zerowy, 5000 zł w plecy.

Pani Agnieszki Hetmanowska często mówiła o tym, że "poprawia po lekarzach", że zabiegi medycyny estetycznej są złe, że ich nieudane efekty widzi na co dzień. Moje zdanie jest takie, że zawsze pewien procent zabiegów obarczony jest ryzykiem. Myślę, że do tej Pani trafiają właśnie wyjątki, które potwierdzają regułę, osoby z problemami, które szukają pomocy w związku z nieudanym zabiegiem. 

Bywały momenty, że zastanawiałam się czy robię dobrze, czy nie jestem "naciągana". Szczególnie, jak usłyszałam, że Pani Agnieszka Hetmanowska wydaje na same zajęcia dodatkowe syna 1000 zł (!). Tenis, języki obce... Jak tak szybko przeliczyć, cztery osoby dziennie to już 1800 zł. Razy dziesięć - 18000 zł. Miesiąc - 36000 zł. Po odliczeniu ZUSu, podatku, wydatków na życie (czynszu za lokal odliczać nie trzeba, gdyż masaże przeprowadzane są w domu Pani Agnieszki), co parę miesięcy mamy dobry samochód. Żyć nie umierać.

Ryc. 1. Dowody sprzedaży na łączną kwotę 4600 zł (jeden gdzieś mi się niestety zapodział)


Nie ma co się oszukiwać, akupunktura czy masaż mogą w wielu przypadkach pomóc. Szczególnie gdy mowa o obrzękach, nierównościach po wypełniaczach, cellulicie, gdy mamy do czynienia z poszarzałą cerą... Nie pomogą one jednak we wszystkim, tak jak lek nie na każdego zadziała i nie na każdy problem pomoże. Wydaje mi się, że jeśli już się bierze tak duże pieniądze to powinno się to robić tylko wówczas, gdy jest się w 100 % przekonanym, że będzie efekt. No ja przynajmniej nie potrafiłabym wziąć od kogoś więcej niż 50 zł bez takiej pewności... Nie wiem czy Pani Agnieszka Hetmanowska jest oszustką czy jest po prostu mało doświadczona.  Co innego mieć przecież 3 lata doświadczenia, co innego 5 lat, a co innego kilkadziesiąt lat, tak jak Pani Lari Yugai. Tak jak jest różnica pomiędzy kilkumiesięcznym kursem a kilkuletnią szkołą - nie sposób przekazać komuś całej swojej wiedzy w krótkim odstępie czasu, szczególnie, gdy pojawia się bariera językowa . Przyszłam na pierwszy zabieg, gdyż w artykule na stronie Trójmiasto.pl przeczytałam, a w programie na TVN usłyszałam o TRWAŁYM efekcie już po PIERWSZYM zabiegu. W trakcie masażu dowiedziałam się, że tak nie jest, że to sformułowanie wynikało z tego, ze Pani Lari Yugai niezbyt dobrze rozumie po Polsku (!)i, że potrzeba będzie więcej zabiegów, ale "jestem młodą kobietką, więc na pewno szybko pójdzie". Po 4 masażu Pani Agnieszka Hetmanowska stwierdziła, że po kolejnym zabiegu powie mi, ile jeszcze masaży będzie potrzeba. Po 5 masażu dowiedziałam się, że jeszcze 5, a może nawet 7, że "ciężko powiedzieć, bo wszystko zależy od przypadku". Na 8 sugerowała, ze zakończenie sesji teraz byłoby stratą pieniędzy, bo "to tak jak z siłownia, efekty nie pojawiają się od razu" (choć w mediach tak się właśnie reklamują!), a po 10, widząc moje niezadowolenie, stwierdziła, że jak nie widzę efektów to może lepiej żebym nie przychodziła i, że „lewa powieka nigdy nie będzie taka jak prawa”. Na lewej powiece skupiła się na 3 czy 4 zabiegu, po tym jak przypomniałam, że to z jej powodu w ogóle przychodzę, ze to nie asymetria jest najważniejsza,  że przecież to w sprawie powieki pisałam maila i wysłałam zdjęcia przed naszym pierwszym spotkaniem. 

Nie znam się na masażach manualnych, nie wiem ile czasu powinno się podczas pojedynczego zabiegu poświecić jednemu obszarowi twarzy, czy wystarczy gdy będzie to 20 min czy też raczej potrzeba na to 40 min. Może po prostu było tak, ze Pani Agnieszka Hetmanowska miała dobre chęci, zamiary, ale brak wiedzy i / lub doświadczenie zawiódł - może inna osoba powiedziałaby "Nie jestem w stanie Pani pomoc", a ta Pani tego nie zrobiła, bo liczyła na to, że "może się uda". Być może też była to kwestia zbyt małej liczby zabiegów, może gdyby od pierwszego masażu skupić się tylko i wyłącznie na tej powiece... No ale pewnie Pani Agnieszka Hetmanowska nie pamiętała o mailu, w którym o moim problemie pisałam. Podczas wizyt kilkukrotnie przecież słyszałam: "nie pamiętam, mam tylu klientów...". 

Ryc. 2. Print screen artykułu na portalu Trojmiasto.pl


Na pierwszym zabiegu usłyszałam historię klientki, która wstrzykuje innym kwas hialuronowy i twierdzi, ze ludzie są "tacy naiwni". Na innym, jako że zastanawiałam się nad podjęciem pracy, namawiana byłam na założenie stowarzyszenia, bo "z unii trzeba pompować ile się da". Pani Agnieszka wspominała , że sama się do założenia stowarzyszenia przymierza, bo jej znajomi "trzepią na tym kasy jak lodu". Pani Agnieszka Hetmanowska często wspominała jak osiąga swoje cele manipulując synem w kwestii jedzenia (jestem po pedagogice, wiec oczywiście zdaję sobie sprawę, ze wychowanie to zawsze jak by nie patrzeć manipulacja). Kiedy opowiedziałam Jej o sprzedawcach, którzy sprzedają na Allegro towar, który idzie potem do kupującego 14 dni prosto z Chin, "na bezczela", stwierdziła, że to w sumie świadczy o ich sprycie, bo mają pomysł na biznes. Tak sobie o tym wszystkim myślę, składam wszystko w całość, do tego ten sponsorowany artykuł na Trójmiasto Delux, i zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem ode mnie też nie wyciągnięto po prostu kasy, bazując na mojej "naiwności", za sprawa "sprytu" i umiejętności wywierania wpływu. Po każdym masażu Pani Agnieszka Hetmanowska mówiła mi rozentuzjazmowana: "Proszę spojrzeć w lustro" i twierdziła, ze jest lepiej - nawet jeśli było ciut lepiej efekt znikał po godzinie. Godzinny efekt też jestem w stanie uzyskać w domu masażem odpowiednim kremem... Na każdym zabiegu wspominała o swoich zadowolonych klientach i efektach pracy (psychologiczna zasada dowodu społecznego) albo o dwóch dyplomach czy 5 osobach w Europie, które wykonują ten masaż (psychologiczna zasada autorytetu). Po kilku zabiegach zaproponowała mi 10 % upustu - 50 zl zniżki "tylko dla mnie" oraz dała darmowy krem (psychologiczna  zasada wzajemności), po którym nawet mi się wydawało, ze powieka nie opada (krótkotrwały efekt liftingu). Ja też się trochę znam na psychologii, potrafię dostrzec i nazwać procesy, jakie tu zaszły... Świetny marketing, nic tylko pogratulować. Cialdini może się schować. Dla mnie liczą się jednak fakty. A fakty są takie, że ani ja ani nikt inny nie dostrzegł różnicy na mojej twarzy - ani mąż, ani rodzina ani znajomi, a dostrzegała je jedynie Pani Agnieszka Hetmanowska. Mam sporo zdjęć z tego okresu - zero różnicy. Poniżej zdjęcie z przed serii masaży, z 22/05/2016 oraz zdjęcie z 15/07/2016 - dzień po ostatnim masażu.

 Ryc. 3. Zdjęcie wykonane 22/05/2016 r.

Ryc. 4. Zdjęcie wykonane 15/07/2016 r.


Nie twierdzę, że Pani Agnieszka Hetmanowska nie ma zadowolonych klientów. Na pewno są problemy, którym można sprostać takim masażem, np. osoby z krzywo rozmieszczonym wypełniaczem. Na pewno są osoby, którym do pełni szczęścia wystarczy świadomość dbania o siebie poprzez regularne chodzenie do fryzjera, kosmetyczki, na paznokcie czy drogi masaż (w końcu "jak drogi to lepszy"), które dzięki temu mają przy okazji się komu wygadać lub "zaszpanować na salonach" co robią i za ile (a wygadać się to akurat można u tej Pani super, być może w innych okolicznościach byśmy się nawet zaprzyjaźniły). Na pewno są klientki, które nie przychodzą z jednym, konkretnym problemem, z którego łatwo kogoś rozliczyć. Na pewno są osoby, którym łatwo wmówić, ze jest lepiej czy, że było gorzej. Mnie również Pani Agnieszka Hetmanowska próbowała przekonać, że gdy przyszłam, było o wiele gorzej. Starała mi się wmówić, że pewnie to problem neurologiczny - choć byłam badana przez okulistę i dwóch neurologów, miałam robioną próbę miasteniczną i tężyczkową oraz dysponuję wynikami badań i sporą liczbą zdjęć, które pokazują, że mój problem zaczął się tak na prawdę w maju tego roku i wynika według mnie z wieku, sporej utraty wagi i asymetrii twarzy. Moi rówieśnicy też już mają trochę opadnięte powieki, czego 5 lat temu nie było. Znajoma rówieśniczka też ma bardziej opadnięte jedną powiekę, tak jak i wielu innym ludzi, bo każdy ma asymetryczna twarz, jeden bardziej, a inny mniej. Nie ma co tu dorabiać teorii o problemach neurologicznych i tym tłumaczyć brak skuteczności usługi. Drogiej usługi. Bardzo drogiej.

Żałuje, że przed tą całą serią masaży nie znalazłam jakichkolwiek opinii na ten temat . Podobnie jak wielu innych młodych ludzi zawsze czytam opinie i komentarze w internecie i na ich podstawie decyduję o zakupie danego produktu lub usługi. Straciłam 5000,00 zł, ale jeśli uchronię choćby jedną osobę przed wyrzuceniem w błoto 450 zł - będzie warto.

PS. Zachęcam do przeczytania mojego posta o sposobach na opadające powieki. Dzięki jednemu z nich wyglądam wreszcie dobrze. :-)

środa, 24 sierpnia 2016

O walce z grawitacją - sposoby na opadające powieki



Z góry uprzedzam, że będzie to bardzo długi wpis, także przygotujcie sobie jakąś herbatkę, kocyk i zapraszam do czytania. :)

Kilka miesięcy temu, po tygodniu spania po kilka godzin na dobę, jedna z moich powiek, a w zasadzie skóra nad jedną powieką, zaczęła opadać ( tzw. opadająca powieka). Zapewne przyczyniła się do tego zarówno delikatna asymetria twarzy (jedna brew wyżej, druga niżej), utrata 20 kg (po nagłym utracie wagi rozciągnięta skóra nie nadąża często ze skurczaniem), jak i wiek. Około 30 roku życia czas daje o sobie niestety znać. Pogarsza się napięcie skóry oraz stopniowo zmniejsza się wytwarzanie elastyny i kolagenu. Co źródło to inne dane, jednak rocznie jest to 1 - 2 %, według niektórych źródeł nawet w 25 roku życia rozpoczyna się ten proces. Jeśli dołożyć do tego pierwsze początki ubytku tkanek podskórnych (kostnej, łącznej, tłuszczowej), nagle okazuje się, że nasza trzydziestoparoletnia facjata nie przypomina już tej z czasów studiów. Opadające powieki to tylko jeden z problemów. Cienie pod oczami są większe, zmarszczek mimicznych przybywa, wokół ust pojawiają się nierówności, skóry na linii żuchwy jest jak by więcej... Pewnego dnia patrzymy na zdjęcia z imprezy i się nie poznajemy. Gołym okiem widzimy, że objętość naszej twarzy, jej kontur, trochę się zmienił. Tragedii nie ma, dalej wyglądamy dobrze, ale przychodzi taki dzień, że do każdego z nas dociera, że zegar biologiczny i dla nas tyka. :-)

Jako osoba lubująca się w robieniu sobie selfie, kilka  miesięcy temu z przerażeniem odkryłam, że jedna z moich powiek opada. Jedna! Długo zajęło mi zrozumienie z czego to wynika, a naprawdę, podejrzewałam już nawet jakąś miastenię czy Bóg wie co. Byłam z tym u nerologa, okulisty, miałam przeprowadzaną próbę tężyczkową, miasteniczną, badanie dna oka... Oczywiście badania nic nie wykazały. Okulistka stwierdziła jedynie, że mam asymetrię, ale nie ma co się przejmować, bo każdy ma asymetrię. Opadające powieki / powieka? Neurolog wzięła mnie za hipochondryczkę, powiedziała, że nic nie widzi, ale się uparłam i skierowała mnie z łaską na badania. Szczerze powiedziawszy, wiązałam tę powiekę z bólem mięśni i stawów, który pojawił się u mnie pod koniec zeszłego roku. Czułam niemal każdy mięsień, nawet te na szczęce, palcach czy podeszwach stóp! A jak z mięśniami było OK, to pojawiał się ból stawów. Tak na zmianę, falami, koszmar jakiś. I do tego jeszcze siniaki czy tam plamy przypominające siniaki, już sama nie wiem co to było, ale potrafiło pojawić się przy nadgarstku, na kolanie, piszczeli, nawet na palcu wskazującym! Robiłam mnóstwo badań, odwiedzałam lekarza po lekarzu, od internisty, prze ortopedę, neurologa, reumatologa, na hematologu skończywszy. Nadeszła wiosna i problemy zniknęły, jednak przyczyna do dziś pozostaje zagadką. Jedyny plus, jedno z badań wykazało niską zawartość witaminy D3 we krwi, a inne ... osteopenię. Ciekawe, na ile taka osteopenia może wpłynąć na wygląd twarzy czy opadające powieki. :-) Teściowa mnie ostatnio uświadomiła, że wiele kobiet przez 5 lat po porodzie ma osteopenię. Być może tak jest, ale w moim przypadku na pewno ogromne znaczenie miało bycie wiecznie na diecie i steroidowe leki przeciwzapalne na astmę, które biorę od 18 roku życia. Ponoć sterydy to jedna z najczęstszych przyczyn osteopenii. A jeśli dołożyć do tego jeszcze mało wapnia w diecie, ciążę, karmienie piersią i rok odchudzania 6 miesięcy po porodzie to... witaj wstępie do osteoporozy! Kończąc już ten wątek, bo nie o tym miał być przecież post, wzięłam się porządnie za siebie i od kilku miesięcy zaprzyjaźniłam się z serem żółtym, sardynkami, mlekiem i suplementami: preparatem o nazwie Osteogenon (niestety na receptę) i witaminą D3+K2 (ja kupuję tę i bardzo fajnie działa - po 3 miesiącach poziom witaminy D3 wzrósł z 28 ng ml do 54 mg/ml!). Na jesień mam dostać "coś mocniejszego", a za 9 miesięcy powtórzyć densytometrię (badanie gęstości kości). Trzymajcie kciuki...



Opadająca powieka bez makijażu i z makijażem


Wracając do tej nieszczęsnej powieki (jak widać na powyższych zdjęciach, lewej), pewnego dnia odkryłam, że skóry nad okiem jest więcej, a nad okiem pojawiła się harmonijka, przez co wydawało się ono mniejsze. Mam okrągłą twarz, przez co oczy i tak wydają się małe (bez makijażu ani rusz), więc byłam zrozpaczona. Po pomalowaniu oczu eyelinerem, na jednej powiece widać było kreskę i kawałek powieki, na drugiej tylko kreskę... Wyglądało to trochę tak, jak bym była opuchnięta. Nie pomagało masowanie, aplikowanie aptecznego żelu ze świetlikiem, przykładanie kostek lodu, ogórka czy... smarowanie kremem na blizny. Tak tak, ponoć jedną z metod na opadające powieki jest ściąganie obwisłej skóry poprzez nakładanie preparatu o nazwie Cepan (okropnie jedzie cebulą!) No mi nie pomógł. Podobnie jak nie pomogło smarowanie skóry białkiem jaja kurzego. :-) Jak tak przeszukać porządnie internety, poczytać fora i blogi, prześledzić komentarze, to nagle okazuje się, że robi się cała lista domowych sposobów na opadające powieki. Tu będziecie je mieli w pigułce.



Przez pewien czas byłam bardzo zadowolona z tasiemek na opadające powieki, kupowanych na Allegro. Te małe, beżowe paseczki idealnie stapiają się ze skórą, dzięki czemu nie wyróżniają się na powiece. Po ich UMIEJĘTNYM nałożeniu powieka robi się nagle o połowę większa, znikają załamania, cudo! Mało tego, po odklejeniu ich po kilku godzinach, stan powieki nie zmienia się przez kolejne kilka godzin, dzięki czemu jeśli boimy się, że ktoś znajdujący się bardzo blisko nas je zauważy lub mamy po prostu ochotę nałożyć cienie do powiek, zawsze możemy zrobić tak, że nakładamy paski na kilka godzin i ściągamy je przed wyjściem z domu. Malowanie powieki, na której znajduje się pasek nie daje już niestety takiego dyskretnego efektu. :( Ważne jest tu odpowiednie przyklejenie paska; nie może być on ani za wysoko ani za nisko, ale tuż poniżej linii załamania. Najlepiej poświęcić jedną, tudzież kilka tasiemek i spokojnie potrenować ich nakładanie, wypracować własną technikę, tak aby nie tracić później czasu na odklejanie i powtórne przyklejanie. A wierzcie mi, są dni (oczywiście wtedy, kiedy człowiek się spieszy), że jest się zadowolonym z efektu dopiero za, dajmy na to, piątym razem. Szczególnie, jak uszkodzimy pasek w momencie odklejania z "palety".  Co istotne, na rynku są dwa rodzaje pasków - jedne są na złotym, a drugie na białym papierze. Tych drugich niestety nie polecam, bo najzwyczajniej w świecie... błyszczą się. Nie wiem czy to kwestia materiału, z którego są wykonane czy czego, ale na pewno nie dają one dyskretnego efektu. Ja kupowałam moje paski tutaj. Z obawy, że znikną z rynku, zrobiłam sobie nawet mały zapas. :-) Jak wygląda oko przed i po nałożeniu tasiemki? Tylko patrzcie (na ostatnim zdjęciu widać efekt po nałożeniu paska i jasnego cienia do powiek.)



Paski, tudzież tasiemki na opadające powieki, to fajny wynalazek, jednak bez wątpienia nakładanie ich bywa momentami czasochłonne, po opaleniu się nie są już takie dyskretne (a przynajmniej z bliska i gdy spuszczamy wzrok). Nigdy nie wiadomo, kiedy znikną z rynku, no i, co tu dużo pisać, stanowią one sposób na wyeliminowanie skutku, a nie przyczyny. Postanowiłam zatem szukać dalej. Na jednym z forów babka pisała o tym, że skorzystała z masażu twarzy i po dwóch zabiegach problem zniknął. Pomyślałam sobie, czemu by nie spróbować. Zaszkodzić nie zaszkodzi, a kto wie, może pomoże. Wysłałam maile do kilku salonów z opisem mojego problemu i zapytaniem na ile masaż może być pomocny na opadające powieki. Jak się dowiedziałam, nie ma się co czarować, że jeden zabieg zdziała cuda. Potrzebna jest seria, najlepiej 10 masaży połączonych z akupunkturą kosmetyczną.



Pomyślałam, czemu nie. Zawsze to tańsze i mniej inwazyjne od korekcji powiek. Tak... Wtedy pojawiła się po raz pierwszy myśl o plastyce powieki górnej. Albo nawet obydwu! Blepharoplastyka to jednak droga impreza, dobry chirurg to koszt rzędu kilku tysięcy złotych, a i gwarancji udanego zabiegu nikt nam nie da. Wracając jednak do masażu, najpierw umówiłam się na zabieg w jednym salonie. Pani wymasowała mi skórę nad problematyczną powieką, po czym umieściła pod skórą całej twarzy cieniutkie igły i zostawiła mnie z nimi na pół godziny. Jak się wówczas dowiedziałam, za jednym razem można umieścić do 25 igieł. Nie było to bolesne, choć były miejsca, gdzie podczas ruszania mięśniami pojawiał się delikatny ból. Prawdopodobnie wynikało to z tego, że igła wbita była właśnie w mięsień, a nie w skórę. Cóż, efektu po pierwszym zabiegu nie było, a portfel o 100 zł lżejszy. Po wyjściu z salonu miałam też mieszane uczucia względem profesjonalizmu masującej mnie osoby. Postanowiłam, że dam jeszcze szansę komuś innemu. I tak trafiłam do Projekt Odnowa. Cóż, za niemal tę samą cenę, co w poprzednim miejscu, otrzymałam przyjemny masaż kamieniami, akupunkturę kosmetyczną (chyba nieco bardziej przemyślaną, gdyż igły wbite były jedynie na początku, na środku i na końcu każdej brwi, plus na czole na wysokości środka źrenicy). To wszystko wykonywane było na saunie japońskiej, na której leżałam jedynie w stringach, przykryta grubym ręcznikiem. :-) W tle japońska melodia, przygaszone światła, wystrój rodem z Japonii - relaks pierwsza klasa! Pani Agata stymulowała mi także... punkty na nogach, odpowiadające za produkcję kolagenu. Tak, tak, jest coś takiego. :D Jeden z nich znajduje się na stopie pomiędzy paluchem  i drugim palcem licząc o wewnątrz, a drugi na wewnętrznej części łydki. Niestety, trochę to bolało... Kiedy następnym razem poprosiłam o skupienie się jedynie na twarzy, Pani Agata wyjęła takie specjalne urządzenie i okazało się, że można ów punkty stymulować bez wbijania igieł! Ciekawa jestem, jak by wyglądała moja opadająca powieka po serii 10 takich spotkań... Niestety, fundusze nie są z gumy, więc po 3 zabiegach zdecydowałam się spróbować czegoś innego, z czym wiązałam większe nadzieje: masażu twarzy metodą Lari Yugai. I to był jeden z największych błędów mojego życia. Mnóstwo wyrzuconej kasy... Ale o tym osobny post.



W międzyczasie stosowałam jeszcze Facefitness, jednak jako osoba niecierpliwa, nie widząc efektów, szybko zaprzestałam ćwiczeń. Gimnastyka twarzy ma wielu zwolenników. Sporo jest w sieci informacji na temat tego, jakie ćwiczenia warto wykonywać, chociażby filmiki takich Pań, jak Irina Bjørnø czy Eva Fraser. Myślę, że nie warto skreślać tej metody poprawy jędrności, jednak, jak ze wszystkim, i tu potrzebna jest systematyczność. Na ile jest to jednak profilaktyka, a na ile sposób na poszczególne problemy, zwłaszcza jeżeli rozchodzi się o opadające powieki, trudno mi się tu wypowiadać. Trzeba by tak naprawdę poświęcić się temu przez 2 miesiące, a nie 2 tygodnie i wtedy można wydawać opinię...

Oto ćwiczenia, które wykonywałam i do których pewnie jeszcze kiedyś wrócę (każde ćwiczenie robiłam przez 10 sekund i powtarzałam je łącznie 5 razy):
  1. Naprzemienne zaciskanie oczu i ich szerokie otwieranie.
  2. Przenoszenie wzroku jak najwyżej w górę.
  3. Mrużenie oczu z palcami umieszczonymi 1 cm od zewnętrznych kącików oka (palce dociskają mocno skórę, a my mrużymy oczy, nie zamykamy ich zupełnie).
  4. Mocne uciskanie łuków brwiowych na wewnętrznym końcu i na środku (palce środkowe umieszczamy na końcu, a wskazujący na środku brwi).
  5. Uciskanie łuków brwiowych na zewnętrznym końcu.
  6. Uciskanie (do bólu!) punktów, przechodzących przez źrenicę, a znajdujących się na brwi i na kości pod okiem. Palec wskazujący umieszczamy na środku brwi, palec środkowy na kości, mocno dociskamy.
  7. Naciskanie brwiami na palce wskazujące - podnosimy do góry brwi, umieszczamy na górnych powiekach palce wskazujące (robimy z nich łuk przypominający nasze brwi) i dociskamy mięśniami palce.
  8. Szczypanie skóry w okolicach brwi.



Kolejnym ze sposobów walki z opadającymi powiekami jest makijaż. Istnieją pewne triki makijażowe, które mogą nam pomóc zakamuflować opadające powieki. Niektóre mogą zdziałać naprawdę cuda. Opis krok po kroku jak taki makijaż wykonać znaleźć można na wielu stronach i portalach, np. tutaj czy tutaj.

Było już o maściach, jajkach, masażu, akupunkurze, ćwiczeniach, makijażu. Pora wysunąć cięższy kaliber. :-) Poszukując informacji na temat plastyki powiek, temat zatoczył koło i znowu pojawił się w mojej głowie. Natrafiłam na informacje odnośnie zabiegu o nazwie PLEX-R. Na polskich stronach mało jest niestety opinii na ten temat. Ja korzystałam głównie z opinii i zdjęć na portalu Realself. W Polsce zabieg ten jest wykonywany dopiero od tego roku. Za granicą dłużej, od kilku lat. Początki tej metody sięgają roku 2005. Z tego względu miałam pewne obawy. Zawsze staram się wybierać sprawdzone metody, choćby nie były one najlepsze. No ale cóż, byłam już taka wściekła z powodu tego oka, kasy, jaką z jego powodu wydałam, tego, że nie mogę używać eyelinera i jestem na łasce pasków, że postanowiłam, iż spróbuję. Ale tylko jedno oko... Szczerze powiedziawszy byłam pewna, że nawet jeżeli będzie efekt, to pojawi się on dopiero po trzech zabiegach. No może po dwóch. Tak, obstawiałam konieczność dwóch zabiegów... Prezentowane w sieci informacje opisują bowiem częściowe i czasowe podniesienie powieki. Częściowe, gdyż opadająca powieka ma się podnieść o 30 %. Czasowe, ponieważ efekty mają się utrzymywać 2 lata. Cóż, postanowiłam zaryzykować. A swoją drogą, zapewne skorzystam kiedyś z plastyki powiek, jednak wolałabym to zrobić bliżej czterdziestki niż trzydziestki... Gdzieś, kiedyś natrafiłam na informacje, że korekcję powiek górnych można wykonywać dwa razy w życiu i, że efekty utrzymują się 10 - 20 lat, w zależności od trybu życia, wahań wagi, tempa starzenia itd. Nie wiem, ile w tym prawdy, jednak nie chciałabym być w sytuacji, w której w wieku 60 lat ze względów zdrowotnych powinnam poddać się korekcji powiek, a nie mogę tego uczynić, bo przekroczyłam jakiś tam limit wykonanych zabiegów. :] A z drugiej strony, do każdego zabiegu trzeba przejść pewne kwalifikacje, mieć odpowiedni stan zdrowia, wykonać różne badania. Takie choroby jak cukrzyca, nadciśnienie czy nadczynność tarczycy są przeciwskazaniem do blepharoplastyki. Może zabrzmi to banalnie, ale czasem nie ma co czekać w nieskończoność i odkładać pewnych rzeczy na później, bo w pewnym momencie może być już po prostu za późno... I potem będziemy sobie pluć w twarz i żałować. Raz w życiu jest się młodym, piękne spojrzenie fajnie jest mięć zawsze, ale chyba najbardziej przydaje się ono w wieku produkcyjnym niż po menopauzie. :P



Wracając do zabiegu PLEX-R, choć ów korekcja powiek jest bezoperacyjna, nie jest do końca zabiegiem przyjemnym. Nawet pomimo tego, że wykonywany jest on w znieczuleniu. Ból jest do przeżycia, u dentysty jest chyba gorzej, ale trzeba się nastawić na to, że będziemy czuli pewne palenie, że przez kilka dni będziemy opuchnięci jak po walce bokserskiej (widzenie jest wówczas trochę utrudnione) i, że przez tydzień lub dwa nie wyjdziemy z domu z powodu strupków nad okiem. W moim przypadku było to dokładnie czternaście dni, nie licząc spaceru w "zerówkach" z parasolem dnia jedenastego. :D Jeśli przeprowadzamy zabieg latem to jeszcze pół biedy, można się zasłonić okularami przeciwsłonecznymi. Aha, po zabiegu zero opalania przez kilka miesięcy. Po zejściu strupka skóra jest delikatnie zaczerwieniona. Ponoć może się to utrzymywać nawet 90 dni. Oby. :-) Pamiętam jak weszłam po zabiegu do samochodu i poczułam zapach spalenizny... Dziwne uczucie czuć od siebie taki zapach. :P Co do efektów, od mojego zabiegu mija dzisiaj miesiąc i jestem naprawdę zadowolona. Skóra jest napięta, szerokość obydwu powiek jest taka sama i mogę wreszcie malować się tak jak lubię. Jupi! A to wszystko za "jedyne" 500 zł, bo tyle kosztowała mnie ta impreza na jedno oko. 500 zł, a wydane wcześniej na ten cel 5000 zł - no jest różnica, prawda? Zgodnie z zaleceniami pani doktor, od pierwszego dnia po zabiegu cały czas stosuję podkład Toleriane, La Roche Posay, który nie tylko ujednolica kolor skóry, ale także chroni ją i leczy (w Superpharm można go kupić za 65 zł jak by co). Ostateczny efekt ma być widoczny po 4 - 6 tygodniach. Myślę, że poczekam jeszcze miesiąc i w przypadku pogorszenia obecnego efektu wykonam zabieg ponownie. Jednym wystarcza jeden zabieg, innym potrzeba ich 2, czasem nawet 3, ale przyjmuje się, że wykonuje się 1 - 3 zabiegów w odstępie 6 - 8 tygodni. Zabieg wykonywałam u dr Anny Butowskiej w Klinice Kurban w Gdańsku. To, co wyróżnią tego lekarza, to na pewno nowoczesne podejście do pracy i otwartość na potrzeby pacjenta. Któż nie poczułby się bezpiecznie, pisząc do lekarza przed 23 na Facebook Messengerze i otrzymując po 10 minutach odpowiedź? :-) Pełną listę gabinetów, oferujących ten zabieg znajdziecie tutaj. W Gdańsku jest ich bodajże cztery.

A teraz pora na zdjęcia. Pierwsze zostało wykonane 25.07.16, w dzień zabiegu, ostatnie 24.08.16, czyli wczoraj. Przedostatnie zdjęcie przedstawia dzień dwunasty. Kiedy odpadł ten zwisający strupek u góry, wyszłam wreszcie na dwór. :P















Zmierzając ku końcowi - tak właśnie wyglądała moja czteromiesięczna walka z opadającą powieką. Walka nierówna, wymagająca czasu, funduszy i samozaparcia. Póki co, jest ona walką wygraną, jednak zdaję sobie sprawę, że wygrałam bitwę, a nie wojnę, i jeszcze nieraz przyjdzie mi stoczyć kolejne bitwy. Cieszę się jednak, że wreszcie znalazłam skuteczny sposób, z jakiego będę mogła skorzystać w przyszłości i, że nie wymaga on nie wiadomo jakich nakładów finansowych.

A jakie są Wasze sposoby na opadające powieki? A może problemem jest tylko jedna opadająca powieka? Z niecierpliwością czekam na komentarze. :-)

PS. Zapraszam też do mojego postu Jak osiągnąć efekt sztucznych rzęs w 1,5 miesiąca